Zza biurka

Ha, więc powoli lato dobiega końca! Powoli, bo jednak liście są jeszcze (w większości) zielone, ale już inne jest słońce i inne powietrze, nastały chłodne wieczory i świerszcze grają jakby głośniej. Lubię!

Przyznam się Wam, na tej końcówce wakacji, że dawno nie miałam tyle roboty, co ostatnio – ale to też lubię!

Głowę mam pełną bohaterów „Haczyka” oraz ich przygód – moje myśli przypominają w tej chwili bardzo ściśle plecioną makatkę z kilkoma luźnymi wątkami. Co się z tego ostatecznie wysnuje – zobaczymy, sama jestem ciekawa, dokąd mnie zaprowadzą moje nowe postaci. 🙂

Oprócz tego jednak, że myślę o nich, robię notatki i zapisuję na komputerze coraz to kolejne strony, szykuję się też na wznowienie „Srebrnego dzwoneczka”. Zapowiada się śliczny tomik! Nie mogę się nacieszyć 🙂 W związku z nowym wydaniem trzeba jednak wprowadzić trochę zmian – więc w przerwach między pisaniem „Haczyka” a ostatnimi szlifami w kończonym przeze mnie właśnie przekładzie (o tym za chwilę) dopasowuję dawne dzwoneczkowe ilustracje do nowego formatu. O, takie będą, duże, od brzegu do brzegu (błękitne linie wyznaczają krawędzie książki):

 

WP_20150818_001

 

WP_20150818_002

 

A skoro już o tym mowa: trafiłam ostatnio na niezwykle miłą recenzję, o TUTAJ. Niby to recenzja „Srebrnego dzwoneczka”, ale tak naprawdę – wszystkich moich książek. Wielka to dla mnie radość, czytać takie słowa napisane przez Mamę, która moje książki czytała razem ze swoimi dziećmi. Bardzo dziękuję! 🙂

Nad czym jeszcze pracuję?

Nad tłumaczeniem.

Okładka powieści, której przekład właśnie finalizuję, w oryginale wygląda tak:

 

struck

 

Nie wiem, kiedy polskie wydanie ukaże się w księgarniach, wiem tylko tyle, że gotowy tekst przekładu lada moment odpłynie z mojego biurka do wydawnictwa.

A potem już głowę będę miała zupełnie, zupełnie wolną! I będę mogła poświęcić się w stu procentach „Haczykowi”. Okropnie mnie do tego ciągnie – bardzo lubię, kiedy akcja mi się rozkręca, gna naprzód, aż ją muszę gonić, aż palce nie nadążają, a jeśli muszę z jakiegoś powodu przerwać – niecierpliwię się, kiedy będę mogła znów usiąść przy komputerze i skończyć wątek. Więc już za chwileczkę nastąpi ta chwila. Co tam chwila – cała masa czasu przeznaczonego wyłącznie na nową książkę. Hura!

Trzymajcie się ciepło, korzystajcie z sierpnia – ja mam przed sobą jeszcze jeden krótki wyskok, o czym pewnie też później skrobnę. Uściski dla Was wszystkich!

 

 

Minął listopad

domek1

Listopad był intensywny.

Zaczął się premierą „Rzeki” – teraz, po blisko miesiącu, dziękuję Wam, Czytelnicy, za wspaniały odzew, za wszystkie komentarze, za tyle miłych listów, za Waszą wyraźnie odczuwalną obecność! Dobrze jest wiedzieć, ilu Was jest, a kontakt z Wami niezmiennie mnie cieszy. (Przy okazji: dziękuję też wpadającej tu raz po raz Laurze Bellini, która na swoim blogu zamieściła recenzje „Kwadransa” oraz „Rzeki”. Bardzo mi miło!)

Ten sam listopad przyniósł mi dwa spotkania autorskie – w Warszawie i w Łodzi: oba w przytulnych, zacisznych bibliotekach prowadzonych przez fantastyczne panie bibliotekarki. Na spotkania przybyły świetne dzieci, których żywiołowość i wesołość szybko mi się udzieliły, a fantazja i humor natychmiastowo dodały mi energii (a jakie laurki i w jakiej ilości dostałam w Warszawie! Tak pięknych chyba jeszcze świat nie widział – dowód na załączonym obrazku).

 

laurki
Finał miesiąca zaś upłynął pod znakiem IV Salonu Ciekawej Książki w Łodzi – było wspaniale!
Najpierw razem z moją panią redaktor, Magdą Granosik, wzięłyśmy czynny udział w konferencji „W świecie książki dziecięcej”, dzięki czemu poznałam wielu niezwykle miłych ludzi (wśród których przeważały panie bibliotekarki). To było bardzo ożywcze wydarzenie.

A już następnego dnia odwiedziłam stoisko wydawnictwa Akapit Press, na które także przyszło sporo osób, starszych, młodszych i zupełnie małych – a wszystkie sympatyczne i wesołe! Im również dziękuję, że zajrzały do mnie, choć atrakcji wokół nie brakowało. Odbyłam wiele rozmów, widziałam mnóstwo miłych twarzy, podpisałam dużo książek. Lubię targi!

lodz1

lodz2

(Bardziej szczegółową fotorelację z Salonu można obejrzeć TUTAJ.)

W ten oto sposób listopad, ten ciemny i ponury miesiąc, okazał się zaskakująco ciepły; akumulatory mam naładowane już chyba do końca roku. W każdym razie: do Świąt starczy na pewno.

Bo to już Adwent, oczywiście. Rozwiesiliśmy wczoraj w całym mieszkaniu różne nasze gwiazdy świecące i inne lampeczki i nawet trochę się cieszyłam, że za oknem mróz – okazuje się, że jest potrzebny w takich chwilach po to, żeby w domu było jeszcze cieplej. Niebawem będziemy piec pierniczki. Już się nie mogę doczekać! A Wy?

 gwiazda