Wspomnienie z przedwczoraj

Przedwczoraj znów byłam w Łodzi!

Tym razem już nie przy okazji targów, ale na spotkaniach autorskich.

Jechałam sobie na nie autostradą i, uchylając się od ostrych promieni słonecznych, które uparły się, żeby nieustająco świecić mi prosto w oczy, podziwiałam piękne poranne widoki: ziemię przykrytą szronem, niebo u góry niebieskie, a im bliżej horyzontu – tym bardziej liliowo-fioletowe, mroźne mgiełki nad polami i majaczące za nimi drzewa. Było cudownie.

A w Łodzi – pierwsze spotkanie z uczniami klas I-II w filii 1 biblioteki Łódź-Polesie: bardzo udane i bardzo miłe. O „Srebrnym dzwoneczku”. Ciekawi mogą się zapoznać z relacją (i fotorelacją) TUTAJ. Powiem jeszcze tylko, że po spotkaniu dostałam przepiękne białe róże, które bez kropli wody przetrwały cały dzień (leżały w samochodzie od godziny 12 do prawie 19), ani trochę nie przywiędły, dojechały cało i teraz zdobią mój pokój. Co to za niezwykła, niewiędnąca odmiana?

A po spotkaniu w bibliotece – kolejne, tym razem w Szkole Podstawowej Związku Nauczycielstwa Polskiego. Również świetne dzieci, również przemiła atmosfera – a w dodatku na zakończenie dostałam wspaniały prezent: trzy świetnie napisane recenzje moich książek, pięknie ilustrowane (samodzielnie lub Salvadorem Dali 🙂 ). O, proszę:

 

WP_20151127_003

WP_20151127_005

 

Dziękuję! Za spotkania, za miłe rozmowy i za pamiątki 🙂

Pozdrawiam wszystkich mocno – i wracam do pracy. „Haczyk” wzywa!

 

Zza biurka

Ha, więc powoli lato dobiega końca! Powoli, bo jednak liście są jeszcze (w większości) zielone, ale już inne jest słońce i inne powietrze, nastały chłodne wieczory i świerszcze grają jakby głośniej. Lubię!

Przyznam się Wam, na tej końcówce wakacji, że dawno nie miałam tyle roboty, co ostatnio – ale to też lubię!

Głowę mam pełną bohaterów „Haczyka” oraz ich przygód – moje myśli przypominają w tej chwili bardzo ściśle plecioną makatkę z kilkoma luźnymi wątkami. Co się z tego ostatecznie wysnuje – zobaczymy, sama jestem ciekawa, dokąd mnie zaprowadzą moje nowe postaci. 🙂

Oprócz tego jednak, że myślę o nich, robię notatki i zapisuję na komputerze coraz to kolejne strony, szykuję się też na wznowienie „Srebrnego dzwoneczka”. Zapowiada się śliczny tomik! Nie mogę się nacieszyć 🙂 W związku z nowym wydaniem trzeba jednak wprowadzić trochę zmian – więc w przerwach między pisaniem „Haczyka” a ostatnimi szlifami w kończonym przeze mnie właśnie przekładzie (o tym za chwilę) dopasowuję dawne dzwoneczkowe ilustracje do nowego formatu. O, takie będą, duże, od brzegu do brzegu (błękitne linie wyznaczają krawędzie książki):

 

WP_20150818_001

 

WP_20150818_002

 

A skoro już o tym mowa: trafiłam ostatnio na niezwykle miłą recenzję, o TUTAJ. Niby to recenzja „Srebrnego dzwoneczka”, ale tak naprawdę – wszystkich moich książek. Wielka to dla mnie radość, czytać takie słowa napisane przez Mamę, która moje książki czytała razem ze swoimi dziećmi. Bardzo dziękuję! 🙂

Nad czym jeszcze pracuję?

Nad tłumaczeniem.

Okładka powieści, której przekład właśnie finalizuję, w oryginale wygląda tak:

 

struck

 

Nie wiem, kiedy polskie wydanie ukaże się w księgarniach, wiem tylko tyle, że gotowy tekst przekładu lada moment odpłynie z mojego biurka do wydawnictwa.

A potem już głowę będę miała zupełnie, zupełnie wolną! I będę mogła poświęcić się w stu procentach „Haczykowi”. Okropnie mnie do tego ciągnie – bardzo lubię, kiedy akcja mi się rozkręca, gna naprzód, aż ją muszę gonić, aż palce nie nadążają, a jeśli muszę z jakiegoś powodu przerwać – niecierpliwię się, kiedy będę mogła znów usiąść przy komputerze i skończyć wątek. Więc już za chwileczkę nastąpi ta chwila. Co tam chwila – cała masa czasu przeznaczonego wyłącznie na nową książkę. Hura!

Trzymajcie się ciepło, korzystajcie z sierpnia – ja mam przed sobą jeszcze jeden krótki wyskok, o czym pewnie też później skrobnę. Uściski dla Was wszystkich!

 

 

Minął listopad

domek1

Listopad był intensywny.

Zaczął się premierą „Rzeki” – teraz, po blisko miesiącu, dziękuję Wam, Czytelnicy, za wspaniały odzew, za wszystkie komentarze, za tyle miłych listów, za Waszą wyraźnie odczuwalną obecność! Dobrze jest wiedzieć, ilu Was jest, a kontakt z Wami niezmiennie mnie cieszy. (Przy okazji: dziękuję też wpadającej tu raz po raz Laurze Bellini, która na swoim blogu zamieściła recenzje „Kwadransa” oraz „Rzeki”. Bardzo mi miło!)

Ten sam listopad przyniósł mi dwa spotkania autorskie – w Warszawie i w Łodzi: oba w przytulnych, zacisznych bibliotekach prowadzonych przez fantastyczne panie bibliotekarki. Na spotkania przybyły świetne dzieci, których żywiołowość i wesołość szybko mi się udzieliły, a fantazja i humor natychmiastowo dodały mi energii (a jakie laurki i w jakiej ilości dostałam w Warszawie! Tak pięknych chyba jeszcze świat nie widział – dowód na załączonym obrazku).

 

laurki
Finał miesiąca zaś upłynął pod znakiem IV Salonu Ciekawej Książki w Łodzi – było wspaniale!
Najpierw razem z moją panią redaktor, Magdą Granosik, wzięłyśmy czynny udział w konferencji „W świecie książki dziecięcej”, dzięki czemu poznałam wielu niezwykle miłych ludzi (wśród których przeważały panie bibliotekarki). To było bardzo ożywcze wydarzenie.

A już następnego dnia odwiedziłam stoisko wydawnictwa Akapit Press, na które także przyszło sporo osób, starszych, młodszych i zupełnie małych – a wszystkie sympatyczne i wesołe! Im również dziękuję, że zajrzały do mnie, choć atrakcji wokół nie brakowało. Odbyłam wiele rozmów, widziałam mnóstwo miłych twarzy, podpisałam dużo książek. Lubię targi!

lodz1

lodz2

(Bardziej szczegółową fotorelację z Salonu można obejrzeć TUTAJ.)

W ten oto sposób listopad, ten ciemny i ponury miesiąc, okazał się zaskakująco ciepły; akumulatory mam naładowane już chyba do końca roku. W każdym razie: do Świąt starczy na pewno.

Bo to już Adwent, oczywiście. Rozwiesiliśmy wczoraj w całym mieszkaniu różne nasze gwiazdy świecące i inne lampeczki i nawet trochę się cieszyłam, że za oknem mróz – okazuje się, że jest potrzebny w takich chwilach po to, żeby w domu było jeszcze cieplej. Niebawem będziemy piec pierniczki. Już się nie mogę doczekać! A Wy?

 gwiazda