A w lutym…

Dziś od rana:
– niebo jest błękitne w białe chmurki;
– słońce oświetla iglaki tak pięknie, jak gdyby pod nimi wcale nie leżał śnieg;
– ktoś w sąsiedztwie niestrudzenie przycina gałęzie piłą elektryczną (luty! przycinamy gałęzie drzewom! wiosna tuż tuż!);
– mazurki kłócą się w żywopłocie, a kosy podjadają rajskie jabłuszka;
– herbata smakuje doskonale jak zawsze;
– listonosz przyniósł miłe listy;

Z krzepiącą świadomością, że wszystko jest tak, jak być powinno i że świat zmierza bez przeszkód ku wiośnie, pracuję więc spokojnie, choć z werwą (to wcale nie sprzeczność!)

 

 

Tym razem na warsztacie „Miedziany listek”, którego kształt staje się coraz bliższy ostatecznemu. Piszę w nim o tym, jak kończy się lato i zaczyna jesień, a potem o jesieni, która powoli przechodzi w zimę. I tak, zanurzona w cyklu zmieniających się pór roku, szlifuję i wygładzam. I lubię Tereskę, coraz bardziej! 🙂

8 myśli na temat “A w lutym…

  1. Czuć wiosnę w powietrzu, to fakt! 🙂 Jestem w końcu po lekturze „Złotej gwiazdki” i również lubię Tereskę 🙂

  2. O, cóż za wypunktowanie?!

    Czy dobrze widzę, że używa Pani zielonego atramentu, czy tylko tak wyszło na zdjęciu?

    Przeczytałam wczoraj jeszcze raz „Srebrny dzwoneczek”. Miałam iść wcześniej spać (nie udało mi się jeszcze ani razu od września), więc chciałam przeczytać tylko dwa rozdziały, aż w końcu przy 100 stronie stwierdziłam, że na dzisiaj to już koniec. Jednak nie mogłam zasnąć, więc już przeczytałam do końca i jestem trochę nieprzytomna, bo mam stały deficyt snu. Ale ostatecznie stwierdzam, że było warto – lubię pochłaniać książki za jednym zamachem (a jednocześnie nie chcę ich skończyć za szybko). Poza tym zauważyłam zmianę – już nie zachowuję się jak Dorotka, tylko jak Marysia, a czasami nawet jak jej ciocia. Precz z nieśmiałością! Zawsze to miło mieć wsparcie w postaci bohaterki i kryjącej się za nią Autorki. 😉

    Proszę sobie spokojnie pisać i pisać, i pisać, żeby „Listek” był apetycznie gruby. Im więcej Tereski, tym lepiej.

    1. Dzień dobry!
      Atrament (czy raczej tusz? bo to długopis) w tym przypadku faktycznie zielony, choć na ogół używam czarnego 🙂

      Mam poczucie winy, że z powodu „Dzwoneczka” znów się nie wyspałaś… Ale zarazem bardzo mi miło, cieszę się też, że mogę wesprzeć, tak albo inaczej. Nieśmiałość to i moja cecha, zwalczona już teraz w znacznym stopniu, ale były czasy, że była nieprawdopodobnie uciążliwa. To jest pocieszające: że da się ją zwalczyć 🙂

      Dziękuję za zachętę do pisania i za Twoją obecność tutaj, jakże motywującą i sympatyczną! 🙂 Serdeczności!

  3. Jaki piękny obrazek lutowej pracy. I nie mówię tylko o zdjęciu. Już chyba pisałam, ale jeszcze raz powtórzę: bardzo podoba mi się tytuł „Miedziany listek”. Czasami tak mam, że jakieś połączenie słów po prostu ładnie mi brzmi i budzi nie do końca sprecyzowane, miłe uczucia. Tak właśnie jest z Listkiem. Miłego wygładzania i szlifowania. Ściskam 🙂

    1. Dziękuję! Mam nadzieję, że treść dotrzyma kroku tytułowi i też będzie budziła miłe uczucia 😉 Zrobię, co w mojej mocy 😉 Uściski!

  4. Dzień dobry (lub dobry wieczór),
    Wszystkiego najlepszego! Dużo radości i zapału do pracy. I jeszcze żeby pisanie sprawiało Pani coraz większą przyjemność.

    Proszę przyjąć wirtualny bukiet miedzianych listków i tort. Może być karmelowy, jeśli Pani lubi. 🙂
    100 lat!

    1. Dobry wieczór i dziękuję za pamięć oraz piękne życzenia! Oby się spełniały!
      Bukiet uroczy, tort karmelowy – jak najbardziej. Dzięki, dzięki 🙂 Ściskam mocno!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.